sobota, 22 kwietnia 2017

STEINACLEIT CAIRN AND STONE CIRCLE

Jak już nie raz wspominałam Szkocja to raj dla urodzonych odkrywców, ludzi lubiących,  przygody, spacery i ceniących piękno natury. Aż trudno uwierzyć, że na tym terenie znajdziemy wszystko: piękne plaże, niebezpieczne klify, ruiny zamków albo wspaniałe pałace, wodospady i kamienie: te wielkie kręgi i maleńkie kopce.
Dziś o tych maleńkich byle jak rozrzuconych, nie tak ciężkich i ogromnych...no cóż mała rzecz a cieszy-chociaż może tylko mnie, bo zachwycam się każda nowa rzeczą, jaką zobaczę. 
Steinacleith był odkryty stosunkowo niedawno bo w latach dziewięćdziesiątych, ot co, zwykłe  chłopięce zabawy pozwoliły odkryć coś naprawdę wartościowego.


Owalny kamienny krąg ma średnice około 15 metrów, a przybliżony wiek od 1800 do 1500 lat pne chociaż niektóre źródła podają nawet 3000 lat pne.  To trochę nietypowy układ kamieni, dlatego nie do końca wiadomo jakie znaczenie miało to miejsce w przeszłości. Być może był to kopiec i grota grobowa, albo jedno z pierwszych gospodarstw z domem i podwórzem. W każdym razie cokolwiek tu budowano miejsce dobrano idealnie, bo widok na jezioro Loch an Duin jest naprawdę piękny, co prawda oprócz tego juz nic nie ma, ale moze tysiące lat temu była tu cała metropolia.
To co jednak pozostało nie wygląda wspaniałe, bo patrząc na zdjęcia to po prostu sterta rozrzuconych kamieni. Chyba przede wszystkim liczy się drogowskaz i cały opis miejsca inaczej nikt by się tu nie zatrzymał. Niektóre kamienie są dosyć spore i nieznacznie górują nad pozostałymi dlatego trudno powiedzieć które z nich do czego służyły, a moze po prostu czas sprawił ze tak właśnie teraz to wygląda.
Pewnie gdyby tak spojrzeć z góry z zupełnie innej perspektywy rozjaśniłoby nam się w głowach, a moze nie. Pozostaje nam tylko wyobraźnia, a jak wiadomo to niesamowita rzecz. A ja mogę sobie wyobrazić nawet ludzi tu spacerujących-trudniej z tymi pochowanymi.
Kamienny krąg Steinacleit nie powala ale jest i pozostanie, a ponieważ wyspa Lewis-Harris jest niewielka warto zobaczyć i to mało ciekawe miejsce ze stertą prehistorycznych kamieni.


DOJAZD
HS2 0RQ-przybliżony
Steinacleit Rd End
autobus W1  

piątek, 21 kwietnia 2017

PORT STOTH

Port Stoth to niewielka zatoczka leżąca kilkadziesiąt metrów od Butt of Lewis, a jednocześnie ostatnia plaża po wschodniej stronie wyspy. Można powiedzieć, że to troszkę historyczne miejsce, bo gdyby nie ten niewielki porcik nie byłoby latarni projektu Davida Stevensona. . W latach w 1859-62 z powodu braku dróg na wyspie, to właśnie statki towarowe dostarczały materiały do budowy latarni morskiej znajdującej się na klifach.
Sama dostawa wcale nie była prostą sprawą, ponieważ wpłyniecie do zatoki możliwe było tylko podczas dobrej bezsztormowej pogody. Mimo tego utrudnienia Port Stoth wykorzystywany był jeszcze przez dobre 100 lat (z uwagi na brak innego portu w okolicy) i wciąż służył do rozładunku. Nie były to już co prawda materiały budowlane (bo i co tu budować w tej dziczy) ale zwykłe paliwo  i żywność miedzy innymi ryby i skorupiaki dla ludzi obsługujących latarnię. Z tego okresu do dnia dzisiejszego zachowała się tylko betonowa podstawa, która połączona była z żurawiem służącym do rozładunku oraz spichlerz-niewielki czerwony dom na skale.
Obecnie Port Stoth to miejsce łączące wspaniałe zielone łąki po których spacerują owce i niewielkie skałki u stóp których jest cudowna plaża, o której istnieniu nie wszyscy wiedzą. Mimo takiego położenia... niestety wcale nie jest tu ciepło, bo wiatr od morza jest dosyć silny a szanse na kąpiele słoneczne raczej mizerne...ale to przecież północ, a nie Karaiby

Plaża jest naprawdę urocza, żółciutki piasek pod stopami i kamienie: duże i małe o przeróżnych wzorach zrobionych przez morskie fale. Do tego  jeszcze niespotykana barwa od żółto-pomarańczowej przez czerwień i bordo po szarości-w zależności od padających promieni słonecznych. I w pierwszym odruchu chciałoby się te kamienie pozbierać i zabrać wszystkie do domu niestety te najładniejsze są ogromne.
Skały wokół plaży to pozostałości powulkaniczne a  niektóre z nich tworzą różnej wielkości jaskinie-wejście możliwe oczywiście tylko przy odpływie. Plaża nie należy do tych największych dlatego nie można liczyć na długi spacer brzegiem morza, ale niespotykane okazy muszelek to niewątpliwie jedna z atrakcji. Dodatkowo ze skałek można podpatrzyć podpływające tu foki i kołujące unikatowe pafiny.




DOJAZD

HS2 0XH - to post code prowadzący w stronę latarni morskiej, tuż przed nią po prawej stronie pośród traw dom na skale i zatoczka widoczna z drogi oraz niewielkie miejsce parkingowe. 

piątek, 14 kwietnia 2017

EOROPIE

Eoropie to niewielka mieścinka (tak naprawdę to kilka domów ustawionych wokół głównej drogi) i ostatnia a zarazem najdalej na północ położona osada Wyspy Lewis . Właściwie nie ma tu nic nadzwyczajnego i można by było przejechać tędy wcale się nie zatrzymując.
Wszyscy jednak którzy kochają wielką falę i trochę serfują...prawdopodobnie znają to miejsce. Niestety sama nie trafiłam na słoneczną pogodę, a promienie słoneczne których nie było nie spowodowały, że morze było błękitne a piasek żółty. Faktem jest że plaża Eoropie jest ogromna i...pusta, nawet fanów sportów morskich zabrakło akurat tego dnia.
Ponieważ to ostatnia plaża po tej stronie wyspy wystarczy kilkuminutowy spacer kierując się na północ (w lewo) by dotrzeć do znajomych nam klifów czyli Butt of Lewis. Idąc w stronę prawą nasycimy oczy widokami morza mijając wspaniałe dzikie wydmy. Miejsce na spacer wyjątkowo przyjemne, chociaż trochę na uboczu. Kiedyś myślano, że Eoropie przyciągnie tłumy turystów oczywiście z pociechami i na zachętę przed wydmami wybudowano plac zabaw.
I chociaż Eoropie Dunes Park ma wspaniałą nazwę to sam park i szumna idea chyba spełzła na panewce...bo nawet moje dzieci jakoś zbyt chętnie się tam nie bawiły.   Powód jest prozaiczny coś nieużywanego niszczeje (bo ile dzieci w ciągu roku może tu trafić), a wszystko jakoś zarosło i wcale nie jest ciekawie a tym bardziej zabawnie. W każdym razie miejsce na spacer z dziećmi, psem lub w poszukiwaniu skarbów jakie przynosi morska fala...jest super; niezależnie czy dopisuje pogody czy nie .
O tym, że Eoropie to atrakcja turystyczna świadczy jednak to, że przed wydmami i "szalonym" placem zabaw w niewielkiej chacie zrobiono kawiarenkę z ławeczkami i stolikami. Spokojnie można tu wypić kawę i zjeść ciasteczko (pod warunkiem, że będzie akurat otwarte). Zachowując pozory kontaktu ze światem, bo internetu nie uświadczysz przed kawiarenką stoi typowa angielska budka telefoniczna. No i proszę, czego nam potrzeba więcej !!! Zatem zapraszam do tej zapomnianej wioski, pięknej plaży i niezwykłego placu zabaw, a przy odrobinie szczęścia skosztowania małego co nieco w unikatowej kawiarence...

DOJAZD
 HS2 0XH

niedziela, 2 kwietnia 2017

DUN CARLOWAY BROCH

                                                
Dziś zaczniemy trochę od końca, wyjaśnieniem co to jest Broch. Broch to budowla typu wieża pochodząca z epoki żelaza, budowana  przeważnie na terenie wybrzeża morskiego. Wszystkie tego typu budowle znajdują się tylko na terenie Szkocji, a większość z nich na Szetlandach.
Dun Carloway Broch wybudowano na zachodnim wybrzeżu wyspy Lewis na stromym prawie 50 metrowym wzniesieniu.
Całość została zbudowana z lokalnego kamienia bez użycia zaprawy i nie posiada okien ani dachu. Trudno określić jaka była jej pierwotna wysokość, ale zachowana jedna ze ścian ma wysokość 9 metrów. Co ciekawe mury są nierównej grubości od 2.7 do 3.8 metra. Prawie metrowe wejście do wieży znajduje się po zachodniej stronie, a schody były zrobione pomiędzy murami ściany co pozwala przypuszczać, że znajdowały się tu przynajmniej dwie kondygnacje.
W środku widać komorę albo pokój jak kto woli z czterema torfowymi piecami. Zarówno pod schodami jak i w ścianach zrobione pomieszczenia albo niewielkie schowki. Nie do końca wiadomo w jakim celu budowano Brochy. Może były to wieże strażnicze i punkty obserwacyjne ostrzegające przed najazdem Wikingów. To bardzo prawdopodobne bo w chwili zagrożenia można było dać sygnał ogniowy o niebezpieczeństwie dalej usytuowanym wsią.

W późniejszych czasach wieża służyła jako schronienie zarówno dla ludzi jak i zwierząt pasących się na polach, a także nielicznym uciekinierom próbującym ukryć się przed ręką sprawiedliwości.


Obecnie Dun Carloway Broch widoczny jest ze wszystkich stron i niewątpliwie jest dużą atrakcją  turystyczną. To punkt z którego można zobaczyć całą okolicę: jeziora, spore wzniesienia i ocean wcinający się w ląd, a to wszystko ukazuje prawdziwe piękno wyspy.



Całość tej idylli dopełniają zwierzęta  miedzy innymi zajączki (w okresie lęgowym jest ich tu cała chmara) kicające po tych nie bardzo urodzajnych łąkach oraz owce pasące się dosłownie wszędzie. A jeśli jeszcze będziemy mieli piękną słoneczną pogodę to można tu spędzić bardzo miłe popołudnie i zrobić mnóstwo wspaniałych zdjęć.

DOJAZD
Isle of Lewis
HS2 9AA

 

piątek, 31 marca 2017

CALLANISH STONES

Gdyby tak, można było przelecieć jak ptak nad wyspą Lewis...to oprócz wspaniałych piaszczystych plaż, niekończących się wrzosowisk i pustkowi oraz porozrzucanych gdzieniegdzie domów naszym oczom ukazałby się widok ogromnych dziwnie poukładanych kamieni.
Kto, kiedy i w jakim celu poustawiał je w ten właśnie sposób pozostaje do dnia dzisiejszego zagadką. Celtowie, Druidzi, a może tajemnicze istoty z innej planety...tak czy siak ktokolwiek to zrobił miał jakiś plan, a nam pozostawił coś niezwykłego.
Zatem zaczynajmy...


Na zachodnim brzegu wyspy na obszarze kilkunastu kilometrów znajdują się liczne miejsca rytualne powstałe tysiące lat temu. Główną atrakcją pozostaje krąg kamieni Callanish.
                   
Te ogromne, niektóre prawie 4 metrowe kamienie gnejsowe o wadze średnio 5 ton prawdopodobnie zostały ustawione około 4000 lat p.n.e. Całość składa się z 13 kamieni ustawionych w kręgu o średnicy prawie 12 metrów. Z kręgu odchodzi aleja zrobiona z dwóch rzędów kamieni prowadząca na północ (83 metry długości) oraz pojedyncze aleje w trzech pozostałych kierunkach (23, 27 i 13 metrów). Prawdopodobnie takie ustawienie służyło do pomiarów astronomicznych cyklu księżyca.
Stare, hebrydzkie legendy głoszą, że  kamienie to ludzie zamienieni przez głównego kapłana Druida, po jednej z ceremonii ,że kamienne posągi to Olbrzymi , którzy nie chcieli nawrócić się na chrześcijaństwo i w ten sposób zostali ukarani. W każdej legendzie jest pewnie jakieś ziarno prawdy, a my sami musimy podjąć decyzje co tak naprawdę jest najbliższe naszemu sercu.
 Warto jednak dodać, że sam krąg i odchodzące od niego aleje to nie wszystko, bo w środku w późniejszym czasie 2500 do 2000 lat temu (neolit) powstała komora grobowa o rozmiarze około 6 metrów.
 Nic nie trwa wiecznie, Druidzi i Olbrzymi dawno odeszli, a wszystko nawet kamienie straciły swoją świetność lub nie były już potrzebne i po prostu o nich zapomniano. Tak naprawdę mamy szczęście, że możemy oglądać je do dnia dzisiejszego ponieważ przez prawie tysiąc lat całkowicie pokrył je torf i murawa, a niektóre uszkodzone lub połamane zostały użyte do budowy domów lub ogrodzeń.
Torf w całości usunięto i dopiero po 1857 roku i można było zobaczyć prawdziwą wysokość kamieni i ich ułożenie.
Kamienny krąg Callanish wygląda niesamowicie, a spacerując można puścić wodze fantazji i rozmyślać o tym co takiego działo się w tym miejscu dawno, dawno temu.








Ta niepowtarzalna sceneria sprawia, że chcemy ich dotknąć bo być może poczujemy jakieś wibracje albo moc przekazywaną przez praprzodków. Nie muszę chyba zbytnio zachęcać do zobaczenia tajemniczego kręgu...to gratka dla wszystkich nawet tych którzy nie lubią historii.

DOJAZD
Isle of Lewis
HS2 9DY


WSTĘP
otwarte całą dobę 
Visitor Centre 9-17 
 
 

sobota, 25 marca 2017

STORNOWAY STEORNABHAGH

Głównym i największym miastem, a zarazem stolicą wyspy Lewis jest Stornoway. Nazwa miasta pochodzi od staronordyckiego słowa "Sjornavagr" co oznacza zatokę sterową, a jego historia sięga aż IX wieku. W tym właśnie czasie Wikingowie najeżdżali i osiedlali się na wyspach, a naturalny port miedzy skałami był prawdziwym atutem by tu pozostać.
 Dalej wszystko potoczyło się już w naturalny sposób, port stał się otwartymi drzwiami i jedynym połączeniem z pobliskimi wyspami, a miasto rozbudowywało się właśnie wokół niego. W chwili obecnej  Stornoway jest główną siedzibą administracyjną Rady Samorządowej wszystkich wysp zachodnich. Miasto nie jest metropolią tętniącą życiem jak na przykład  inne nadmorskie miasteczka w Szkocji, ale odwiedzając odludne wyspy atlantyckie Stronoway będzie dla nas na pewno wyjątkowe.
Co tu można zobaczyć...oczywiście piękny port gdzie znajdziemy wszystko: Morskie Pogotowie, zakład przetwórstwa wodorostów, małą stocznię, latarnię morską i pomosty. Spacerując można zobaczyć i usłyszeć nie tylko mewy przelatujące nisko nad głowami ale i rybaków opowiadających o swoich połowach. Oprócz portu jak w każdym mieście jest ratusz i muzeum regionalne, a po drugiej stronie zatoki zbudowany w 1874 roku przez sir Jamesa Mathiesiona zamek Lews.
Co prawda sam zamek jest chwilowo niedostępny, ale park wokół niego (jedyny w mieście) to fajne miejsce na spacer. W przyszłości ma tu powstać muzeum w którym będą wystawione miedzy innymi znalezione w Uig szachy.






Miasto Stornway to także brukowane uliczki, które ukazują jak silny związek mają ludzie obecnie mieszkający z dziedzictwem i historią-przykładem są ulice przyjmujące nazwy sławnych ludzi kiedyś żyjących na wyspie. Co tu jeszcze napisać...noclegi są niedrogie ludzie życzliwi, a gastronomia słynie z produkowanego tu czarnego puddingu (black pudding), który jest najlepszy na świecie-chociaż trudno mi o tym mówić bo za tym rarytasem nie przepadam.

 W mieście jest ostatni kamienny piec w Wielkiej Brytanii na którym do tej pory wędzi się łososie, no i jeszcze coś dla smakoszy piwa - miłośnikom tego trunku polecam niepowtarzalne piwo Stornoway.
Miasto Stornoway to wspaniała baza wypadowa do wszystkich atrakcji znajdujących się na wyspie a jest ich naprawdę nie mało, a jeśli nie lubimy wycieczek można  pójść na basen lub na ściankę wspinaczkową .






Na koniec jeszcze dodam (jako ciekawostkę lub zboczenie zawodowe), że jest tu szkoła pielęgniarska!!!....jedyna na wyspach-oczywiście zachodnich.

DOJAZD
prom z Ullapooll (2 godz. 40 min)

 

piątek, 17 marca 2017

GARRY BEACH TRAIGH GHEARADHA

 Z czego słynie Szkocja ?
To kamienne kręgi, ruiny zamków, przepiękne zielone ogrody, długowłose krowy oraz oczywiście dudziarze, ale istnieje jeszcze jedna kategoria; naturalne nieskażone cywilizacją piękno stworzone przez naturę. Piękno natury jest szczególnie widoczne w miejscach daleko położonych lub niedostępnych czyli na przykład na Hebrydach a ścisłej mówiąc na wyspie Lewis.
Na wschodnim wybrzeżu za niewielką wioską Tolsta znajduje się magiczne miejsce...to tylko plaża ale...hm...osądźcie sami. Każdy z nas lubi plaże, ten prześliczny żółty piasek przesypujący się między palcami, widok lazurowego morza, spienione fale i słońce grzejące w twarz. W takim właśnie miejscu każdy człowiek ładuje swoje baterie i chociaż na mojej plaży nie ma za dużo słońca i z reguły wieje silny wiatr to i tak jest niesamowicie.
Droga nie jest skomplikowana trzeba po prostu jechać przed siebie i zatrzymać się na parkingu przy jeziorze Cartach, gdzie tak naprawdę droga się kończy. Już z daleka widok jest wprost oszałamiający- ogromna plaża, idealny kolor piachu o morzu nie wspomnę i dodatkowy plus brak ludzi. Im głębiej się posuwamy tym widoki stają się ciekawsze, bo naszym oczom ukazują się stworzone w naturalny sposób spiczaste trochę stożkowate skały, porozrzucane po prawej stronie plaży. Teraz można już powzdychać i powiedzieć och...ach... jak tu pięknie i nie będzie to wcale powiedziane na wyrost.
 
Jak wiadomo piękno jest pojęciem względnym to co jest piękne dla mnie wcale nie musi się podobać komuś innemu, ale plaża Garry raczej na pewno wszystkich zachwyci. W nie których  tych stożkowatych kamieniach żywioł jakim jest woda stworzył małe jaskinie, do których można bez trudu wejść, a wysokość skał pozwala na wspięcie się na sam szczyt i podziwianie pozostałych z innej perspektywy.
Jest jednak jeden podstawowy warunek, żeby to wszystko zobaczyć...musi być odpływ... To pewne utrudnienie, chociaż nawet zalane skały wyglądają niesamowicie. Tylko pozostaje pewien niedosyt, tak wiec w razie niepowodzenia trzeba tu wrócić jeszcze raz i przejść obok skalnych strażników rozrzuconych na plaży.

Jeśli znudzimy się plażą albo przypływ nas wygoni parę metrów dalej jest stary kamienny Most Donikąd (The Bridge to Nowhere), wybudowany przez Lorda Leverhurme w latach 1918-23 i którego nazwa wzięła się od drogi, która miała dawno temu prowadzić do Ness, ale nigdy jej nie ukończono. W każdym razie podążając "drogą donikąd " będziemy mieli przede wszystkim wspaniały widok na plażę  Garry ze wzniesienia, a i ten widok nas nie zawiedzie...to naprawdę duże łał...
Pozostawiając za plecami plażę i kierując się już dalej ścieżką na północ dojdziemy do niewielkiego wodospadu. A parę metrów dalej wspaniałe klify może nie tak imponujących jak Butt of Ness, ale spacer na pewno nas nie zawiedzie i przysporzy dodatkowych emocji szczególnie przy silnych porywach wiatru.

Po drodze trafimy na skałę Duna Othaila tworzącą naturalną fortece, która łączy się z  wyspą w morzu tworząc  jednocześnie olbrzymią  przepaść.
Można pójść dalej i dalej... ścieżka nie jest za bardzo widoczna, ale co jakiś czas ustawione są żółte słupki wskazujące w którym kierunku się poruszać. Ten pas klifów nazywa się Cellar Head i ciągnie się przez koło pięć kilometrów. Spacer nie jest dłuższy niż dwie godziny, a doprowadzi nas do niewielkiego portu Ness.
Mam nadzieje że podobała Wam się dzisiejsza wyprawa...a jutro...idziemy do głównej metropolii wyspy Lewis...po pamiątki.

DOJAZD
do końca drogą B 895
parking