sobota, 13 maja 2017

BOSTADH IRON AGE HOUSE

Czasem zupełny przypadek pozwala odkryć coś niezwykłego. Tym razem to nie człowiek się do tego przyczynił tylko sprzyjające warunki atmosferyczne. Burza, która przeszła w 1993 roku nad Great Bernera, niewielką wysepką obecnie połączoną mostem drogowym z wyspą Lewis odsłoniła ciekawą kamienną strukturę.
Zanim jednak całość ujrzała światło dzienne minęły kolejne trzy lata, bo tyle trwało wydobywanie spod miliardów ziarenek białego piasku starej nordyckiej osady. Jednak ku zaskoczeniu archeologów pod osadą były jeszcze starsze domy z czasów Piktów lub Epoki Żelaza. Znaleziono bowiem szereg ośmiu domów zbudowanych z suchego kamienia połączonego mieszanką murawy, gliny i moczu. Wszystkie domy wkopane głęboko w ziemię i połączone ze sobą tunelami, a całość ogrodzona z główną bramą wejściową.
Eksponaty, które wtedy udało się wydobyć na przykład grzebienie z kości czy naczynia przeniesione zostały do pobliskiego muzeum, a osada w celu zachowania oryginalnego wyglądu z powrotem pokryto piachem. Prawdę mówiąc mijając stary kościół i wchodząc na wydmy nikt nie pomyślałby nawet co kryje pobliska plaża. Dlatego replikę jednego z domów zbudowano kilkanaście metrów dalej.
I rzeczywiście widząc tą starą chatę na tle takiej wspaniałej scenerii można zrobić tylko jedno; otworzyć szeroko usta i powiedzieć łał albo wow...jak tu pięknie. Do chaty prowadzi ścieżka i niewielki drawniany mostek, a kiedy jest przypływ woda może podchodzić prawie pod samą chatę i jednocześnie łącząc się z niewielkim strumieniem spływającym z pobliskich wzgórz.
Dom zbudowano w 1998 roku. Jest owalny, a patrząc na niego z góry kształtem przypomina galaretkę z poukładanymi wokół owocami, albo kopiec kreta (kiedyś było takie ciasto, a może jest do tej pory).
Podobnie jak oryginalny dom podłoga jest poniżej poziomu gruntu, a do wnętrza prowadzą kamienne schody. Ponieważ archeolodzy nie wiadzieli czym pokryty był dach  początkowo pokryto go murawą jak przy czarnym domu w Atol, a obecnie pokryty jest strzechą.
Oczywiście dach obowiązkowo poprzekładany jest sznurami na końcu obciążonymi kamieniami, żeby utrzymał się na swoim miejscu w czasie wiatru i burzy. W środku duża izba z umieszczonym pośrodku paleniskiem z którego dym ulatuje do niewielkiego otworu w dachu domu oraz przemiła pani przewodnik, która z prawdziwą pasją opowiada o dziejach domu i okolicy. Dom delikatnie oświetlony od góry, a drabina przystawiona do ściany prowadzi do schowka na mięso i ryby.
Miejsce naprawdę wspaniałe nie tylko ta stara chata, ale również sama plaża, która niezależnie od pory dnia jest po prostu piękna, dlatego warto nawet jeśli czas nas goni zrobić krótki spacerek na plaże i pobliskie skałki. Być może uda Wam się dokonać własnego wspaniałego odkrycia i nie mówię tu o o archeologii ale o niezwykłych muszelkach, które czasami przynosi ocean.

DOJAZD
Isle Of Lewis
BOSTADH
parking (przy niewielkim starym cmentarzu)
trzeba zwracać uwagę na brązowe znaki informacyjne, ostatnie rozwidlenie jedziemy prosto nie skręcamy jak pokazuje post code
autobus W3
 

środa, 10 maja 2017

ST CLEMENT'S CHURCH

Kościół Św Klemensa lub Kościół Rodela (nazwa od miejscowości Roghadal) został zbudowany w 1520 roku przez Aleksandra McLeoda z Dunvegan na cześć papieża Klemensa. Podstawowym kruszywem do budowy był kamień zwany lewanem gnejskim znajdującym się na wyspie Lewis. Uważa się, że kościół postawiono na miejscu innego starego kościoła o nieznanym pochodzeniu i dacie powstania.
Na pewno jest to jedna ze wspanialszych średniowiecznych budowli na Wyspach Zachodnich, drugi taki okaz to opactwo na wyspie Iona. Jego dzieje nie są do końca znane, podobnież opuszczono go w krótkim czasie po wybudowaniu z nieznanego powodu.
Z kolei po reformacji w 1560 roku używano jedynie cmentarza do pochówku, a kościół popadł w ruinę. Dopiero w 1787 roku Alexander MacLeod z Berneray odbudował go i naprawił dach, ten stan nie trwał jednak zbyt długo, bo prawie natychmiast spłonął...więc może to miejsce było przeklęte.







Jeszcze dwa razy odbudowywano kościół przy okazji dobudowując jeszcze wieże, a efekt widzimy do dnia dzisiejszego.

Kamienny kościół Rodela jest nieco surowy w środku, jak to średniowieczne budowle, a jednocześnie pośród tego zimnego kamienia sa rzeźby umieszczone na ścianach. Niektóre z nich... zupełnie nie pasujące do tak zbożnego przybytku-powiedziałabym nawet nieco wulgarne....a może to tylko moja wyobraźnia. Tak czy siak naprawdę warto przyjrzeć im się z bliska. Zgodnie z tradycją pod dachem kościoła grzebano członków klanu MacLeodów z Wyspy Harris i Skye.

Na południowej ścianie znajduje się grobowiec ścienny z 1528 roku, który był przygotowany jeszcze za życia przez Alasdaira Crotacha i jego syna Aleksandra Williama. Trzeci grobowiec najmniej okazały to miejsce spoczynku Jana MacLeoda, na ścianie północnej ustawiono kilka kolejnych płyt nagrobnych. Pośrodku wspaniała nawa z pięknym kamiennym krzyżem w oknie, a z boku kamienne schody prowadzące na wieżę. Dookoła stary cmentarz...niektóre groby zniszczone przez czas i wiatr, ale w dalszym ciągu przykuwają uwagę, szczególnie patrząc na daty tam wygrawerowane. A calość usytuowana na tle przepięknych gór z jednej i morza z drugiej strony.
Na koniec pozostało wyjaśnić, co ciągnęło mnie na drugi koniec wyspy do tego starego średniowiecznego przybytku...otóż przybyłam tu z powodu rzeźby. I to nie byle jakiej...ale ku mojemu zdziwieniu i zaskoczeniu wcale jej nie znalazłam (a dokładnie obejrzałam wszystkie ściany w środku).





Wtedy pomyślałam nie ma co wierzyć przewodnikom bo czas i ludzie robią swoje i nie zawsze wszystkim wszystko się podoba szczególnie w tak świętym miejscu, więc może poprostu ją usuneli. Moje poszukiwania nie poszły na marne w końcu znalazłam...bo moja rzeźba wcale nie była  wewnątrz ale na zewnątrz na dobudowanej wieży. Owa wieża jest w ogóle przedziwna nie pasująca do całości ze względu na umieszczone tam rzeźby, jakby trochę pogańskie na przykład głowy byków i maszkarony-kamienne twarze.
A na południowej ścianie nieco ukryta rzeźba zwana Shella Na Gig-ukazuje ona kobiecą postać rozsuwającą dłońmi wargi sromowe. Prawdopodobnie rzeźba pochodzi z przedchrześcijańskich wierzeń powiązanych z kultem płodności i Bogini Matki. Na pytanie dlaczego umieszczono ja na murach kościelnych trudno odpowiedzieć...może uważano że kobiety były grzeszne, obrzydliwe, a jednocześnie pełne pożądania. Wiem jedno, to dzieło nawet jeśli jest wspominane w przewodnikach jest zbyt wulgarne by pokazywać jego rycinę. To nie jedyna tego typu rzeźba, podobne znajdują się w Anglii i Irlandii, a także we Francji i Hiszpanii (wszystkich jest około 1000).
 Ciekawa jestem czy ktoś z Was widział którąś z nich ?
Niewątpliwie jest to miejsce, które trzeba zobaczyć jeśli nie dla tego starego średniowiecznego kościoła z dziwną rzeźbą, to dla widoków jakie się rozciągają w drodze do tego Rodel.


DOJAZD
Isle of Harris
Rodel HS53TW
droga A859 

wtorek, 2 maja 2017

SHAWBOST NORSE MILL AND KLIN

Około 4 mil za Carloway jadąc drogą A858 w strone Arnol, mijając po prawej stronie jezioro Loch Raoinebhat zobaczymy mały brązowy drogowskaz kierujący nas na niewielki parking. Na pierwszy rzut oka nic tu nie ma... oprócz pięknego jeziora po stronie lewej z małym pomostem do którego przycumowane są łódki. Wąska ścieżka prowadzi jednak dalej na niewielkie wzgórze, a tam na tle kolejnego jeziora (Loch na Muilne) schodząc do doliny widać dwa niewielkie kamienne domy.
Owe domy zostały odbudowane w ramach projektu sponsorowanego przez Crofters Commission przez młodzież gimnazjum z Shawbost w 1968/9 roku. Shawbosst Norse Mill and Klin jest rekonstrukcją nordyckiego młyna i pieca do suszenia zboża, budowanych na podobieństwo czarnych domów z epoki  żelaza. Budynki są niskie i owalne, zrobione z kamienia i pokryte strzechą (tarnina, trawa).


Dach obłożony dookoła dużymi kamieniami umocowanymi na długich grubych sznurach. Taki typ budowy miał przede wszystkim zapewnić ochronę przed wiatrem i utrzymaniem dachu w jednym miejscu. Młyn służył do mielenia kukurydzy i jęczmienia dwóch głównych zbóż uprawianych na wyspie.



Całość uruchamiała woda płynąca z jeziora Loch Raoineghat wąską rzeką do jeziora Loch na Muilne. Strumień wody przechodził pod poziomem podłogi i skierowany był na łopatki na wirniku, po czym wszystko łączyło się z wałem napędowym we młynie na górze. To z kolei powodowało obrót kamieni oraz obrót zboża i jego mielenie. Dodatkowo drewniany lej ustawiony pomiędzy kamienie pozwalał na przesyp ziarna do mielenia, po czym całość, czyli gotowa mąka była transportowana do pojemnika zbiorczego.
Drugi budynek może nie tak spektakularny, ale również bardzo ważny to prawdopodobnie piec, który właściwie trudno do końca wyjaśnić na jakiej zasadzie działał. Patrząc jednak na okrągły wykop pośrodku domu wyłożony kamieniami prawdopodobnie był to piec na którym po rozpaleniu ognia suszono ziarno przez dym unoszony się z pieca przez około 48 godzin. Następnie ziarno trafiało do młyna gdzie zostawało przetwarzane na mąkę.
Nie był to jedyny młyn na wyspie, prawdopodobnie było ich ponad 100, ponieważ zboża takie jak kukurydza i jęczmień były jedynym produktem do wypiekania pieczywa.
To bardzo malownicze miejsce pozwalające choć w niewielkim stopniu w bardzo ciekawy sposób przybliżyć życie na wyspie Lewis.

DOJAZD
Isle of Lewis
A858 pomiędzy Dalbeg a Shawbost nad jeziorem Loch Raoinebhat
po drodze dwa dobrze widoczne brązowe kierunkowskazy 

sobota, 29 kwietnia 2017

HUSHINISH BEACH

Długo zastanawiałam się czy pokazać tylko jedno miejsce, ale doszłam do wniosku, że warto dodać samą trasę, którą trzeba pokonać żeby się tam znaleźć. Dróg na wyspie Lewis-Harris jest tak niewiele, a w zasadzie są trzy główne A859, A868 i B887.
Chciałabym pokazać tę ostatnią i muszę przyznać, że to jedna z najpiękniejszych dróg na wyspie Harris. Droga B887 rozpoczyna się w pobliżu niewielkiej mieściny Arid Asaig i ciągnie się pośród jezior i wzgórz przez prawie 13 mil. To pojedyncza ulica z niewielkimi wysepkami potrzebnymi do wymijania się z autami z naprzeciwka.



Nie można tu osiągnąć zawrotnej szybkości ze względu na częste zakręty, ale w ten sposób możemy podziwiać wspaniałe krajobrazy. Po lewej stronie przez cały czas mamy zatokę z Oceanem Atlantyckim i położonymi na nim kilkoma wyspami między innymi Soay Beag i Taransay. Po prawej stronie mijamy ciąg szczytów górskich Uisgnaval Mor,Chaipaval, Tirga Mor i wiele innych większych lub mniejszych.

Pomiędzy górami znajdują się przepiękne jeziora jak Loch Mhiabhaig, Loch a'Mhuilinn, Lochan Beag czy olbrzymiego  Loch Leosaid. Widok jest wspaniały, jeziora nad nimi góry ze szczytami spowitymi gęstą  mgłą. Po drodze w niewielkiej wiosce Cliasmol w małym czerwonym domu znajduje się szkoła podstawowa, co ciekawe chodzą tu dzieci  wszystkich społeczności mieszkających wzdłuż drogi B887.


Nieco dalej tym razem po stronie lewej wspaniały wodospad Abhainn Mhor, wypływajacy z jeziora Leosaid, a za zakrętem po stronie prawej Zamek Amhuinnsuidhe z 1867 roku. Obecnie zamek przekształcony jest w rezydencję obsługującą imprezy strzeleckie, a w sezonie letnim to po prostu hotel o przepięknym położeniu u podłoża góry Leosawal.

Pięć mil dalej mijając przełęcz Gobhaig znajduje się magiczna plaża Hushinish i to wcale nie przelewki, bo sceneria jest rzeczywiście niesamowita-ocean i górskie szczyty Husival Mor.
Plaża z białym piachem i czystym lazurowym morzem, a kiedy jeszcze padają promienie słoneczne...jest naprawdę fantastyczna i od razu chciałoby się wskoczyć w te morskie fale, niestety woda jest zimna, a plaża dobra tylko do spacerów.





Zapuszczając się dalej za niewielkim wzniesieniem znajduje się zupełnie jałowa wyspa Scarp na której do 1971 roku mieszkało ponad 200 osób, obecnie znajdują się tam tylko domki dla letników wynajmowane sezonowo. Zarówno droga B887 jak i sama plaża to wspaniałe i niezwykłe miejsce i jeśli tylko będziecie na Wyspie Lewis i Harris koniecznie trzeba tam pojechać.


DOJAZD
Harris HS3 3AY
autobus W12
 

czwartek, 27 kwietnia 2017

GEARRANNAN BLACKHOUSE VILLAGE

Jeśli chcecie poznać prawdziwe życie mieszkańców wyspy Lewis koniecznie trzeba zobaczyć wioskę z lat 1830-65, odbudowaną w latach dwudziestych na podobieństwo czarnego domu z Epoki Żelaza w Arnol. Mówiąc o poznaniu mam na myśli nie tylko zobaczenie wioski ale także skorzystanie z okazji i zamieszkanie w jednym z domów, ale proszę się nie obawiać warunki mieszkaniowe są bardzo dobre.
Dawno temu życie w Gearrannan toczyło się bardzo powoli,gdzie wszyscy mężczyzni czyli dziadkowie, ojcowie i synowie wypływali na połowy ryb w najbardziej odlegle tereny, a kobiety zostawały w domu i po powrocie przetwarzały złowione ryby. Kobiety były bardzo dobre w patroszeniu, soleniu i układaniu do beczek, na tyle że w 1935 roku zdobyły pierwszą nagrodę na zawodach w Lowestoft.
 Zmiany w osadzie były jeszcze wolniejsze, bo nikomu nie spieszyło w pogoni za Wielkim Światem. Dobrym przykładem zmian są lampy naftowe, które zostały zastąpione elektrycznymi dopiero w 1952roku. Natomiast dostawy mleka rozpoczęły się od 1965 roku (a krowy w końcu przestały mieszkać w domu). W latach sześćdziesiątych nastąpił istotny przełom, doprowadzono wodę do wioski, co prawda nie do domów, bo nie było jeszcze kranów, ale dzięki temu kobiety przestały prać bieliznę w jeziorach.
Tak powolne reorganizacja doprowadziła do tego, że w latach siedemdziesiątych większość osób zaczęła w końcu opuszczać wioskę, szukając bardziej nowoczesnego zakwaterowania. W osadzie do 1974 roku zostało tylko pięciu mieszkańców, w końcu i oni opuścili Gearrannan.
W dniu dzisiejszym w odrestaurowanych domach z nowoczesnymi udogodnieniami co roku mieszka tysiące osób pozwalając sobie choć w niewielkim stopniu przenieść się całe lata wstecz.

Dwa domy w wiosce pozostały niezmienione, a meble, sprzęt gospodarstwa domowego i maszyny do tkania pochodzą z lat trzydziestych. Prawdę mówiąc niektóre z tych sprzętów przypominają mi moje, nie tak odległe czasy choćby te metalowe wiadra na wodę- chociaż nie wiem czy to miłe wspomnienie jak trzeba było dźwigać wodę z rogu ulicy. Wracając do wioski warto obejrzeć starą porcelanę poukładaną na półkach, meble i inne sprzęty np. radia oraz gazety z lat pięćdziesiątych. Kustosz, który oprowadza po tych domach przytacza różne anegdoty oraz wyjaśnia sposób działanie maszyny do tkania. Całość wygląda naprawdę imponująco, a dla dzieci to prawdziwa lekcja historii, bez tabletów i komputerów.
Wioska położona jest nad brzegiem Atlantyku i przetrwała tak długo dzięki bardzo zżytej społeczności, która tam mieszkała. Może ludzie byli mniej lub bardziej majętni (różnica polegała na ilości krów lub owiec), ale każdy mieszkał w takim samym domu, wiec i zazdrościć nie było czego. Wioska  czarnych domów Gearrannan to prawdziwy przykład domów zrobionych z kamienia, ogrzewanych drzewem przez piece i kominki, z dachami pokrytymi strzechą i darniną. Te czasu dawno już minęły ale możemy mieć pewność ze duch starych mieszkańców będzie zawsze w tym miejscu nam towarzyszył.



 
DOJAZD
Isle of Lewis
Garenin HS2 9AL
autobus W2, W2B 

WSTĘP DO MUZEUM
 bezpłatny

ZAKWATEROWANIE
od 100 do 200£  za noc w zależności od domku, ilości nocy i osób

sobota, 22 kwietnia 2017

STEINACLEIT CAIRN AND STONE CIRCLE

Jak już nie raz wspominałam Szkocja to raj dla urodzonych odkrywców, ludzi lubiących,  przygody, spacery i ceniących piękno natury. Aż trudno uwierzyć, że na tym terenie znajdziemy wszystko: piękne plaże, niebezpieczne klify, ruiny zamków albo wspaniałe pałace, wodospady i kamienie: te wielkie kręgi i maleńkie kopce.
Dziś o tych maleńkich byle jak rozrzuconych, nie tak ciężkich i ogromnych...no cóż mała rzecz a cieszy-chociaż może tylko mnie, bo zachwycam się każda nowa rzeczą, jaką zobaczę. 
Steinacleith był odkryty stosunkowo niedawno bo w latach dziewięćdziesiątych, ot co, zwykłe  chłopięce zabawy pozwoliły odkryć coś naprawdę wartościowego.


Owalny kamienny krąg ma średnice około 15 metrów, a przybliżony wiek od 1800 do 1500 lat pne chociaż niektóre źródła podają nawet 3000 lat pne.  To trochę nietypowy układ kamieni, dlatego nie do końca wiadomo jakie znaczenie miało to miejsce w przeszłości. Być może był to kopiec i grota grobowa, albo jedno z pierwszych gospodarstw z domem i podwórzem. W każdym razie cokolwiek tu budowano miejsce dobrano idealnie, bo widok na jezioro Loch an Duin jest naprawdę piękny, co prawda oprócz tego juz nic nie ma, ale moze tysiące lat temu była tu cała metropolia.
To co jednak pozostało nie wygląda wspaniałe, bo patrząc na zdjęcia to po prostu sterta rozrzuconych kamieni. Chyba przede wszystkim liczy się drogowskaz i cały opis miejsca inaczej nikt by się tu nie zatrzymał. Niektóre kamienie są dosyć spore i nieznacznie górują nad pozostałymi dlatego trudno powiedzieć które z nich do czego służyły, a moze po prostu czas sprawił ze tak właśnie teraz to wygląda.
Pewnie gdyby tak spojrzeć z góry z zupełnie innej perspektywy rozjaśniłoby nam się w głowach, a moze nie. Pozostaje nam tylko wyobraźnia, a jak wiadomo to niesamowita rzecz. A ja mogę sobie wyobrazić nawet ludzi tu spacerujących-trudniej z tymi pochowanymi.
Kamienny krąg Steinacleit nie powala ale jest i pozostanie, a ponieważ wyspa Lewis-Harris jest niewielka warto zobaczyć i to mało ciekawe miejsce ze stertą prehistorycznych kamieni.


DOJAZD
HS2 0RQ-przybliżony
Steinacleit Rd End
autobus W1  

piątek, 21 kwietnia 2017

PORT STOTH

Port Stoth to niewielka zatoczka leżąca kilkadziesiąt metrów od Butt of Lewis, a jednocześnie ostatnia plaża po wschodniej stronie wyspy. Można powiedzieć, że to troszkę historyczne miejsce, bo gdyby nie ten niewielki porcik nie byłoby latarni projektu Davida Stevensona. . W latach w 1859-62 z powodu braku dróg na wyspie, to właśnie statki towarowe dostarczały materiały do budowy latarni morskiej znajdującej się na klifach.
Sama dostawa wcale nie była prostą sprawą, ponieważ wpłyniecie do zatoki możliwe było tylko podczas dobrej bezsztormowej pogody. Mimo tego utrudnienia Port Stoth wykorzystywany był jeszcze przez dobre 100 lat (z uwagi na brak innego portu w okolicy) i wciąż służył do rozładunku. Nie były to już co prawda materiały budowlane (bo i co tu budować w tej dziczy) ale zwykłe paliwo  i żywność miedzy innymi ryby i skorupiaki dla ludzi obsługujących latarnię. Z tego okresu do dnia dzisiejszego zachowała się tylko betonowa podstawa, która połączona była z żurawiem służącym do rozładunku oraz spichlerz-niewielki czerwony dom na skale.
Obecnie Port Stoth to miejsce łączące wspaniałe zielone łąki po których spacerują owce i niewielkie skałki u stóp których jest cudowna plaża, o której istnieniu nie wszyscy wiedzą. Mimo takiego położenia... niestety wcale nie jest tu ciepło, bo wiatr od morza jest dosyć silny a szanse na kąpiele słoneczne raczej mizerne...ale to przecież północ, a nie Karaiby

Plaża jest naprawdę urocza, żółciutki piasek pod stopami i kamienie: duże i małe o przeróżnych wzorach zrobionych przez morskie fale. Do tego  jeszcze niespotykana barwa od żółto-pomarańczowej przez czerwień i bordo po szarości-w zależności od padających promieni słonecznych. I w pierwszym odruchu chciałoby się te kamienie pozbierać i zabrać wszystkie do domu niestety te najładniejsze są ogromne.
Skały wokół plaży to pozostałości powulkaniczne a  niektóre z nich tworzą różnej wielkości jaskinie-wejście możliwe oczywiście tylko przy odpływie. Plaża nie należy do tych największych dlatego nie można liczyć na długi spacer brzegiem morza, ale niespotykane okazy muszelek to niewątpliwie jedna z atrakcji. Dodatkowo ze skałek można podpatrzyć podpływające tu foki i kołujące unikatowe pafiny.




DOJAZD

HS2 0XH - to post code prowadzący w stronę latarni morskiej, tuż przed nią po prawej stronie pośród traw dom na skale i zatoczka widoczna z drogi oraz niewielkie miejsce parkingowe.